''Ciekawość to pierwszy stopień do piekła''?
Przekonałam się o tym na własnej skórze. Ale po kolei.
W ubiegłym tygodniu skończył mi się szampon Odylique, a ponieważ czekałam na paczkę z IHerb, postanowiłam nie zamawiać kolejnego. Miałam zamiar myć włosy odżywką przez te 2-3 dni, ale buszując w internecie natrafiłam na metodę mycia włosów mąką. Słyszałam że można jej używać jako suchego szamponu, ale postanowiłam zaszaleć i zrobić domowy szampon. Ponoć Hinduski od wieków używają wyżej wymienionej mąki do pielęgnacji włosów. Co mogło pójść źle?
Wszystko przygotowałam zgodnie z instrukcjami, do 4 łyżek mąki z ciecierzycy dolałam 6 łyżek wody i 2 krople gliceryny. Wszystko potraktowałam blenderem i nałożyłam na skórę głowy.
Od razu wyczułam że mąka wchłonęła całą wodę z włosów, to właśnie dzięki jej absorpcyjnym właściwościom może posłużyć nam jako szampon.
Wszystko ślicznie, ładnie, pięknie.
Do czasu zmywania papki z włosów.
Spłukiwałam całość chłodną wodą, ale mąka jakimś cudem zbiła się w małe kuleczki i przyczepiła do włosów. Spanikowana nałożyłam odżywkę, ale absolutnie nic to nie dało. Próby wypłukania spełzły na niczym. Postanowiłam wysuszyć włosy i wyczesać z nich resztki mąki. Gdy włosy były już suche mąka stwardniała na cement. Nic nie chciało ruszyć tego czegoś, co docelowo miało być cud miód. Zaczęłam wyczesywać.
Wyczesywać włosy.
WŁOSY.
Załamana stałam przed lustrem i wyczesywałam włosy z mąką. Wypadła mi ich ok. 1/5. Makabra.
Zasiadłam do komputera i zaczęłam szukać. Znalazłam blog niezastąpionej wybawicielki Lax nax i postanowiłam rozpuścić mąkę żółtkiem według jej metody ( Klik ). I to był mój ratunek.
Do przygotowania szamponu użyłam 4 żółtek i odrobiny olejku sezamowego. Wszystko potraktowałam blenderem i powstały kogel nałożyłam na całe włosy. Masowałam dłuższą chwilę (polecam robić to pod prysznicem) i zostawiłam pod czepkiem (w tej roli niezastąpiona reklamówka z bezdomki) na około godzinę. Spłukałam i wszystko zeszło. Jajko i mąka i sebum (mąka nie domyła mojego skalpu). Cud się dokonał i nie zostałam łysa, choć mój przedziałek po tym nieudanym eksperymencie i tak zrobił się bardziej widoczny, a miejsce gdzie jest włosów najmniej nie prezentuje się dobrze. Więcej o metodzie żółtkowej już niedługo, obecnie testuję różne kombinacje.
Post ten powstał ku przestrodze. U wielu osób mycie mąką sprawdza się fenomenalnie, nie wiem co poszło nie tak ale już nigdy nie sięgnę po mąkę, chyba że do ciasta.
Jeśli ktoś ma pomysł co mogłam spaprać ( bo zakładam że ta katastrofa jest tylko i wyłącznie z mojej winy, coś mogłam zrobić źle) proszę o komentarze, może rozwikłam zagadkę morderczej mąki.
Jak Ci idą eksperymenty? :> Miałaś się odezwać po powrocie z Węgier :<
OdpowiedzUsuńOh, trudno eksperymentować w dziczy :)
UsuńWypadł mi nagły wyjazd, ale post się tworzy. Mam już ok. 2/3 tego co bym chciała w nim umieścić. Nie martw się, nie zapomniałam o obietnicy :)