czwartek, 27 sierpnia 2015

Zakupy na IHerb.com czyli co znalazło się w moim koszyku i dlaczego czekałam na to prawie miesiąc.

Za namową starej koleżanki, która od trzech lat mieszka w małym miasteczku w stanie Texas ( pozdrawiam Cię serdecznie, cowgirl :* ) postanowiłam wydać znaczną część swojej wypłaty na kosmetyki. Nie żeby było w tym coś niezwykłego, gdyby nie fakt że tym razem paczuszka została nadana w USA i szła do mnie 28 dni ( a była to przesyłka kurierska ). Jednak doczekałam się i dziś rano kurier dostarczył przesyłkę. Oto jej zawartość:


Konkretnie (od lewej):

-Alaffia, Czarne Afrykańskie mydło- zdecydowałam się na dwie butelki, eukaliptusową oraz lawendową. Na razie mogę powiedzieć tylko że obie wersje pięknie pachną, (Eukaliptusowe,Lawendowe)

-Alaffia, Ultra nawilżająca odżywka do codziennego stosowania kokos-limonka. Tutaj niestety pierwsza zła wiadomość, część odżywki się rozlała. Na szczęście pracownicy zapakowali ją w dodatkowy woreczek przez co nie pobrudziła wszystkiego dookoła :)
KLIK


-Organix South, delikatna odżywka. Tutaj nic konkretnego napisać nie mogę, kupiłam ze względy na fajny skład. KLIK

-Beautiful Curls (czyli z tego co się część firmy Alaffia), nawilżająca odżywka bez spłukiwania ułatwiająca rozczesywanie włosów.

-Alaffia, tutaj zaczynają się dwa szampony oraz trzy odżywki o naprawdę niesamowitych składach i równie wspaniałym działaniu. O nich więcej napiszę w osobnym poście, ponieważ naprawdę są tego warte. Warta uwagi jest również historia powstania firmy. Szykuje się obszerny post :)

Ostatnie dwa produkty są, moim zdaniem, najbardziej ciekawe. Oba wyprodukowała firma WiseWays,LLC. Jednym z nich jest olej przeznaczony do włosów kobiet czarnoskórych, a drugi to krem na skalp. Ponoć dzięki wcieraniu kremu w skalp można się spodziewać przyrostu rzędu 4 cm w miesiąc. Dziś zaczęłam testowanie, zobaczymy jak ten cud będzie się sprawował w realu.

Na zdjęciu nie widać lawendowej pomadki do ust, ponieważ już gdzieś ją zapodziałam. Jak można tak notorycznie gubić rzeczy?


Wszystko cacy, paczuszka zamówiona, zapłacona i wysłana. Pomijam sprawę kosztów przesyłki kurierskiej, bo paczka faktycznie ma kawał drogi do przebycia. Po 4 dniach jest już na terenie Polski, ah, na pewno dostanę ją w ciągu 2-3 dni. Co może pójść nie tak?
Urząd Celny może.
Po przybyciu paczki do Polski zadzwoniła do mnie przemiła Pani, która poinformował mnie iż muszę wyjaśnić fakturę. Co zamawiam i dlaczego, i czy na pewno nie mam zamiaru tego sprzedawać w Polsce. To jeszcze przeżyłam, Ale gdy usłyszałam ile w przybliżeniu muszę zapłacić cła złapałam się za głowę. Kosmetyki kosztowały mnie w przybliżeniu 280 zł, przesyłka około 70 zł. I do tego miałam zapłacić jeszcze 240 zł opłaty celnej...

Suma ta zmalała do 170, gdy przekazałam dowód naliczonych kosztów wysyłki, oraz do 82 gdy wydrukowałam kilka formularzy, które następnie podpisałam oraz zeskanowałam i wysłałam do UPS.
Trwało to całe 24 dni.
Po prostu dramat.

Dlatego, drogie Panie, uczcie się na moich błędach i unikajcie przesyłek które są warte więcej niż 22 euro. To od takiej kwoty urząd celny nalicza cło. Ja już się sparzyłam i swojego błędu nie popełnię ponownie. Rozumiem nakładanie cła itp. Ale gdyby nie ta przemiła kobieta musiałabym zamiast 82 zł dopłacić ponad dwieście.


Bądźcie mili dla wszystkich wron i koniecznie pomyślcie o karmnikach (to taka mądrość na dziś).



czwartek, 6 sierpnia 2015

Zamarznięty Mordor na włosach, czyli czym się ratować po nieudanym eksperymencie z mąką.

Idea mycia głowy bez użycia szamponu zaintrygowała mnie do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia popędziłam do eko-sklepiku i zakupiłam mąkę z ciecierzycy (moja mama zna ją pod nazwą Besan).  Znacie to powiedzenie?

''Ciekawość to pierwszy stopień do piekła''?

Przekonałam się o tym na własnej skórze. Ale po kolei.

W ubiegłym tygodniu skończył mi się szampon Odylique, a ponieważ czekałam na paczkę z IHerb, postanowiłam nie zamawiać kolejnego. Miałam zamiar myć włosy odżywką przez te 2-3 dni, ale buszując w internecie natrafiłam na metodę mycia włosów mąką. Słyszałam że można jej używać jako suchego szamponu, ale postanowiłam zaszaleć i zrobić domowy szampon. Ponoć Hinduski od wieków używają wyżej wymienionej mąki do pielęgnacji włosów. Co mogło pójść źle? 
Wszystko przygotowałam zgodnie z instrukcjami, do 4 łyżek mąki z ciecierzycy dolałam 6 łyżek wody i 2 krople gliceryny. Wszystko potraktowałam blenderem i nałożyłam na skórę głowy.
Od razu wyczułam że mąka wchłonęła całą wodę z włosów, to właśnie dzięki jej absorpcyjnym właściwościom może posłużyć nam jako szampon. 

Wszystko ślicznie, ładnie, pięknie.
Do czasu zmywania papki z włosów.

Spłukiwałam całość chłodną wodą, ale mąka jakimś cudem zbiła się w małe kuleczki i przyczepiła do włosów.  Spanikowana nałożyłam odżywkę, ale absolutnie nic to nie dało. Próby wypłukania spełzły na niczym. Postanowiłam wysuszyć włosy i wyczesać z nich resztki mąki. Gdy włosy były już suche mąka stwardniała na cement. Nic nie chciało ruszyć tego czegoś, co docelowo miało być cud miód. Zaczęłam wyczesywać.
Wyczesywać włosy.
WŁOSY.
Załamana stałam przed lustrem i wyczesywałam włosy z mąką. Wypadła mi ich ok. 1/5. Makabra.
Zasiadłam do komputera i zaczęłam szukać. Znalazłam blog niezastąpionej wybawicielki Lax nax i postanowiłam rozpuścić mąkę żółtkiem według jej metody ( Klik ). I to był mój ratunek. 

Do przygotowania szamponu użyłam 4 żółtek i odrobiny olejku sezamowego. Wszystko potraktowałam blenderem i powstały kogel nałożyłam na całe włosy. Masowałam dłuższą chwilę (polecam robić to pod prysznicem) i zostawiłam pod czepkiem (w tej roli niezastąpiona reklamówka z bezdomki) na około godzinę. Spłukałam i wszystko zeszło. Jajko i mąka i sebum (mąka nie domyła mojego skalpu). Cud się dokonał i nie zostałam łysa, choć mój przedziałek po tym nieudanym eksperymencie i tak zrobił się bardziej widoczny, a miejsce gdzie jest włosów najmniej nie prezentuje się dobrze. Więcej o metodzie żółtkowej już niedługo, obecnie testuję różne kombinacje. 

Post ten powstał ku przestrodze. U wielu osób mycie mąką sprawdza się fenomenalnie, nie wiem co poszło nie tak ale już nigdy nie sięgnę po mąkę, chyba że do ciasta.

Jeśli ktoś ma pomysł co mogłam spaprać ( bo zakładam że ta katastrofa jest tylko i wyłącznie z mojej winy, coś mogłam zrobić źle) proszę o komentarze, może rozwikłam zagadkę morderczej mąki.