niedziela, 12 lipca 2015

Biotin & Collagen Hair Treatment Oil część I

Odkąd zaczęłam wręcz maniakalnie omijać fryzjera staram się jak najlepiej dbać o końcówki swoich włosów. W końcu zadbane końcówki się nie rozdwajają więc nie trzeba ich obcinać. Dlatego zaczęłam szukać czegoś do zabezpieczania włosów na długości i końcówek. Zaczęłam od słynnego jedwabiu z Green Pharmacy, jednak po miesiącu używania końcówki były w gorszym stanie, zupełnie jakby jedwab je wysuszał. Odstawiłam go na rzecz czystego olejku kokosowego i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy, jednak czułam że moje włosy potrzebują czegoś więcej, zwłaszcza teraz gdy często chodzę w rozpuszczonych i praktycznie codziennie jestem w pracy. Niestety wiele produktów tego typu zawiera alkohol, więc nikogo nie zaskoczy teza że taki produkt może bardzo zaszkodzić. Buszując w internetowych sklepach znalazłam Biotin & Collagen Hair Treatment Oil. Zerknęłam na skład i skuszona ceną postanowiła go wypróbować.
Jak się spisał? Zapraszam do przeczytania opinii :) 

Opis producenta: 

Biotin & Collagen Hair Treatment Oil to wyspecjalizowany preparat o intensywnym działaniu wzmacniającym oraz dodającym grubości i gęstości włosom słabym, cienkim i pozbawionym objętości.
Formuła olejku zawiera kompleks witaminy B7, biotyny i kolagenu, nawilża, odżywia i odmładza włosy, wzmacnia je i chroni. Włosy stają się gęstsze, pełne blasku i nie elektryzują się.

Sposób użycia: W osuszone ręcznikiem włosy wetrzeć 2-3 krople olejku, modelować jak zwykle. Do długich włosów zaleca się użycie 4-5 kropli.

Cena:
Za 50 ml zapłaciłam 9,99 zł


Dostępność:
Do ceny trzeba doliczyć koszty przesyłki, produkt jest dostępny tylko w sklepach internetowych.

Skład:

Moja opinia: 

Kosmetyk jest przeźroczysty, lekko oleisty ale dobrze rozprowadza się na włosach. Zapach mnie nie zachwycił ale jest to kwestia gustu. Produkt jest zamknięty w małej buteleczce z ciemnego plastiku.


Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona, po przygodzie z wyżej wymienionym jedwabiem miałam pewne obawy. Na początku, gdy używałam tego olejku (tak nazywa go producent choć jego konsystencja jest taka sama jak jedwabiu) nakładałam go tylko na olej kokosowy. Włosy były nieobciążone i ... to tyle. Zupełnie jak przy samym kokosie, więc coraz rzadziej sięgałam po ten kosmetyk. Efektem była konieczność podcięcia końcówek. Poszłam więc do fryzjera i jak zwykle maszynką skróciłam włosy o centymetr ( i tak długo z tym zwlekałam, ostatnio były podcinane w kwietniu 2014 roku, bez podcinania obeszły się przez ponad rok ). 

Dlatego właśnie trudno jest mi wypowiedzieć się na temat tego produktu. Niby nic a zaraz po odstawieniu końcówki nagle zaczęły się rozdwajać, choć do tej pory nie miałam z tym najmniejszego problemu. Choć stan mojej skóry głowy jest dość zmienny to włosy na długości i same końcówki od kilkunastu miesięcy są (odpukać) w stanie idealnym. Praktycznie się nie niszczą jeśli dbam o poziom nawilżenia. 

Nie wiedziałam czy końcówki rozdwoiły się przez produkt czy dzięki niemu mogłam zaczekać z ich obcięciem po nieszczęsnym jedwabiu, dlatego postanowiłam wypróbować go na kilku innych typach włosa :)

- Na włosach rozjaśnianych mojej mamy, która używa tylko srebrnego szamponu i ( dzięki moim błaganiom ) odżywki Garnier Awokado i Karite. Głowę myje raz w tygodniu. Mimo tego jedyny problem na jaki narzeka to rozdwajające się końcówki. 

Używała olejku po każdym myciu, na lekko wilgotne włosy.

Po miesiącu stwierdziła że nie odda mi buteleczki...
Włosy sporo urosły, oczywiście olej stosowała tylko na końcówki, więc zahamował rozdwajanie się i wykruszanie końcówek. Mama stwierdziła że zapach jest dziwny ale jej nie przeszkadzał. Jest to cud ponieważ moja mama jest absolutną przeciwniczką poświęcania czasu na włosy. Jeśli już godzi się na jakikolwiek kosmetyk to musi naprawdę widzieć efekty żeby nie wyrzucić go po tygodniu.

- Na włosach koleżanki, typowych kręciołkach :)

Stosuje się do CG ale lubi czasem wypróbować coś nowego. Ostatnim hitem był olejek sulsena :)

Na jej naturalnych włosach olej sprawdzał się tylko nałożony na inny olej. Dzięki temu ograniczyła rozdwajanie się końcówek i była na tyle zadowolona że po zużyciu odlewki ode mnie zakupiła pełnowymiarowy produkt :) 

Nie stosowała olejku solo, powiedziała że spróbowała tego tylko raz i efekt był podobny ale włosy nie były już tak dociążone jak z olejkiem.

- Na włosach mojej babci, naturalnie ciemnych i grubych. Ma ich naprawdę sporo a olejku używała tylko dlatego że ją o to poprosiłam :) 

Ona zauważyła tylko to, że włosy zrobiły się dłuższe i jak to ujęła '' mniej sinowate''. Kosmetyk stosowała solo a jej pielęgnacja ogranicza się do szarego mydła i octu jabłkowego :) 

Tak więc skuszona opiniami moich zaufanych testerek postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Moje włosy są najbardziej zbliżone do włosów babci więc czasem nie będę nic nakładała pod olejek a czasem sięgnę po kokosa. O efektach wkrótce :) 


piątek, 10 lipca 2015

Moja pierwsza włosowa piramida.

Powiem szczerze że jestem z siebie dumna :)

Odkąd zostałam włosomaniaczką osiągnęłam naprawdę dużo. Dziś postanowiłam podsumować swoją pielęgnację we włosowej piramidzie.

Moje włosy są wybitnie niskoporowate, i choć wciąż walczę o gęstość jest dużo lepiej niż było kiedyś. Choć wciąż mam swego rodzaju łysinkę nad czołem... 
Ale post o łysieniu będzie kiedy indziej, dziś o pielęgnacji tego co zostało :)




Codziennie:

  • Suplementacja: tutaj sprawa jest prosta. Staram się zdrowo odżywiać i pić dużo wody ale nie zawsze mi to wychodzi. Na stan moich włosów wpływ mają też choroby które się mnie uczepiły już w liceum. Dlatego wspomagam się ( a nie polegam na ) różnymi specyfikami. Wpisy o suplementach nie będą się pojawiały na blogu często ponieważ żeby zauważyć jakieś efekty trzeba czekać nawet kilka miesięcy ale jak na razie mogę polecić tylko Pure Collagen firmy Noble Medica. Stosowałam go jakiś czas ale teraz zmieniłam na tabletki hairvity i Sufrin. Co jakiś czas ( zwłaszcza jesienią i wiosną ) sięgam dodatkowo po skrzyp i pokrzywę. Nie daję rady wypić ich obu na raz więc przez kilka tygodni w roku piję je na zmianę, jednego dnia skrzyp a drugiego pokrzywa.
  • Mycie: ponieważ rzadkie włosy wyglądają na jeszcze bardziej rzadkie gdy choć odrobinę się przetłuszczą myję je codziennie. Inna sprawa jest taka że jeśli jednego dnia włosów nie umyję drugiego wieczorem skalp zaczyna marudzić i włosy wypadają, co też na ich gęstość pozytywnie nie wpływa. Myję je metodą OMMOO ( jest w ogóle coś takiego czy to kolejny wymysł wrony? ). Czyli Olej-Maska-Mycie-Odżywka-Odżywka... O tym kiedy indziej. temat raczej zbyt rozległy jak na piramidowy post :)
  • Wcierka: czyli podstawa dla łysiejących. Tutaj naprawdę uznaję tylko wąskie grono produktów sklepowych oraz w większości wcierki robione własnoręcznie. Używam ich po myciu, przynajmniej raz dziennie w połączeniu z kilkuminutowym masażem skalpu.
  • Olej: codziennie przed myciem nakładam na długość i skalp olej. Na skórze głowy lądują zwykle indyjskie lub rosyjskie mieszanki takie jak Kesh King. Nakładam olej na suche lub wilgotne włosy i zawijam w bawełnianą koszulkę, jest to pierwsze moje pierwsze O. Już niedługo będzie post paczkowy, znudziły mi się te same produkty używane od dłuższego czasu :)
  • Zabezpieczanie końcówek: do tego służą mi czyste oleje, najczęściej kokosowy. Po ostatnich przygodach z jedwabiem do włosów skusiłam się na olejek do końcówek Biotin & Collagen ale o tym post jutro.

Co 3 dni:

  • Zioła: czyli wszystkie zioła w proszku z których robię maski, w tym też glinki choć ziołami nie są... Wrony mają krótką pamięć i ten szczegół mi umknął. Ostatnio używam tylko tych firmy Kesh, są najlepsze moim zdaniem. Używam ich naprzemiennie z maskami domowymi co 3 dni więc raz w tygodniu.
  • Płukanki: które chciałabym stosować codziennie ale jestem zbyt leniwa i nigdy nie mam czasu na ich przygotowanie (no, chyba że chodzi o octową ). Zazwyczaj sięgam po świeże zioła jak szałwia, rozmaryn lub wawrzyn.
  • Maski: zazwyczaj te domowe. Jeśli w poniedziałek używam ziół to 3 dni później nakładam maskę.

Co 2 tygodnie:

  • Mycie szamponem z SLS: czyli detoks:) po takim oczyszczaniu nie stosuję odżywki, a gdy włosy wyschną sprawdzam ich stan. Dopiero po takiej kontrolnej diagnozie nakładam na nie olej.
Okazjonalnie: 

  • Podcinanie: czyli mój największy wróg. Odkąd włosy ścięłam naprawdę na krótko unikam tego jak ognia. Jednak gdy widzę rozdwojone końcówki nie mogę dłużej odwlekać tej męki i zazwyczaj dzwonię do zaufanej fryzjerki. Ona jedna w całym mieście rozumie co znaczy pół centymetra. Tutaj muszę zaznaczyć że okazjonalnie oznacza raz na rok lub rzadziej...  Moje włosy zazwyczaj się nie rozdwajają, nie wiem jakim cudem ale cieszę się z tego niesamowicie. Ostatnio stwierdziłam że są już na tyle długie że mogę podcinać je sama, zakupiłam maszynkę z ceramicznymi ostrzami i gdy widzę że końcówki są w gorszym stanie podcinam pojedyncze włosy. Naprawdę rzadko się to zdarza ale uznałam że jest to istotne :)


Tak oto prezentuje się moja włosowa piramida.  Trochę się tego nazbierało ale efekty jakie osiągnęłam tylko zachęcają mnie do dalszej walki o zdrowe włosy.