czwartek, 27 sierpnia 2015

Zakupy na IHerb.com czyli co znalazło się w moim koszyku i dlaczego czekałam na to prawie miesiąc.

Za namową starej koleżanki, która od trzech lat mieszka w małym miasteczku w stanie Texas ( pozdrawiam Cię serdecznie, cowgirl :* ) postanowiłam wydać znaczną część swojej wypłaty na kosmetyki. Nie żeby było w tym coś niezwykłego, gdyby nie fakt że tym razem paczuszka została nadana w USA i szła do mnie 28 dni ( a była to przesyłka kurierska ). Jednak doczekałam się i dziś rano kurier dostarczył przesyłkę. Oto jej zawartość:


Konkretnie (od lewej):

-Alaffia, Czarne Afrykańskie mydło- zdecydowałam się na dwie butelki, eukaliptusową oraz lawendową. Na razie mogę powiedzieć tylko że obie wersje pięknie pachną, (Eukaliptusowe,Lawendowe)

-Alaffia, Ultra nawilżająca odżywka do codziennego stosowania kokos-limonka. Tutaj niestety pierwsza zła wiadomość, część odżywki się rozlała. Na szczęście pracownicy zapakowali ją w dodatkowy woreczek przez co nie pobrudziła wszystkiego dookoła :)
KLIK


-Organix South, delikatna odżywka. Tutaj nic konkretnego napisać nie mogę, kupiłam ze względy na fajny skład. KLIK

-Beautiful Curls (czyli z tego co się część firmy Alaffia), nawilżająca odżywka bez spłukiwania ułatwiająca rozczesywanie włosów.

-Alaffia, tutaj zaczynają się dwa szampony oraz trzy odżywki o naprawdę niesamowitych składach i równie wspaniałym działaniu. O nich więcej napiszę w osobnym poście, ponieważ naprawdę są tego warte. Warta uwagi jest również historia powstania firmy. Szykuje się obszerny post :)

Ostatnie dwa produkty są, moim zdaniem, najbardziej ciekawe. Oba wyprodukowała firma WiseWays,LLC. Jednym z nich jest olej przeznaczony do włosów kobiet czarnoskórych, a drugi to krem na skalp. Ponoć dzięki wcieraniu kremu w skalp można się spodziewać przyrostu rzędu 4 cm w miesiąc. Dziś zaczęłam testowanie, zobaczymy jak ten cud będzie się sprawował w realu.

Na zdjęciu nie widać lawendowej pomadki do ust, ponieważ już gdzieś ją zapodziałam. Jak można tak notorycznie gubić rzeczy?


Wszystko cacy, paczuszka zamówiona, zapłacona i wysłana. Pomijam sprawę kosztów przesyłki kurierskiej, bo paczka faktycznie ma kawał drogi do przebycia. Po 4 dniach jest już na terenie Polski, ah, na pewno dostanę ją w ciągu 2-3 dni. Co może pójść nie tak?
Urząd Celny może.
Po przybyciu paczki do Polski zadzwoniła do mnie przemiła Pani, która poinformował mnie iż muszę wyjaśnić fakturę. Co zamawiam i dlaczego, i czy na pewno nie mam zamiaru tego sprzedawać w Polsce. To jeszcze przeżyłam, Ale gdy usłyszałam ile w przybliżeniu muszę zapłacić cła złapałam się za głowę. Kosmetyki kosztowały mnie w przybliżeniu 280 zł, przesyłka około 70 zł. I do tego miałam zapłacić jeszcze 240 zł opłaty celnej...

Suma ta zmalała do 170, gdy przekazałam dowód naliczonych kosztów wysyłki, oraz do 82 gdy wydrukowałam kilka formularzy, które następnie podpisałam oraz zeskanowałam i wysłałam do UPS.
Trwało to całe 24 dni.
Po prostu dramat.

Dlatego, drogie Panie, uczcie się na moich błędach i unikajcie przesyłek które są warte więcej niż 22 euro. To od takiej kwoty urząd celny nalicza cło. Ja już się sparzyłam i swojego błędu nie popełnię ponownie. Rozumiem nakładanie cła itp. Ale gdyby nie ta przemiła kobieta musiałabym zamiast 82 zł dopłacić ponad dwieście.


Bądźcie mili dla wszystkich wron i koniecznie pomyślcie o karmnikach (to taka mądrość na dziś).



czwartek, 6 sierpnia 2015

Zamarznięty Mordor na włosach, czyli czym się ratować po nieudanym eksperymencie z mąką.

Idea mycia głowy bez użycia szamponu zaintrygowała mnie do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia popędziłam do eko-sklepiku i zakupiłam mąkę z ciecierzycy (moja mama zna ją pod nazwą Besan).  Znacie to powiedzenie?

''Ciekawość to pierwszy stopień do piekła''?

Przekonałam się o tym na własnej skórze. Ale po kolei.

W ubiegłym tygodniu skończył mi się szampon Odylique, a ponieważ czekałam na paczkę z IHerb, postanowiłam nie zamawiać kolejnego. Miałam zamiar myć włosy odżywką przez te 2-3 dni, ale buszując w internecie natrafiłam na metodę mycia włosów mąką. Słyszałam że można jej używać jako suchego szamponu, ale postanowiłam zaszaleć i zrobić domowy szampon. Ponoć Hinduski od wieków używają wyżej wymienionej mąki do pielęgnacji włosów. Co mogło pójść źle? 
Wszystko przygotowałam zgodnie z instrukcjami, do 4 łyżek mąki z ciecierzycy dolałam 6 łyżek wody i 2 krople gliceryny. Wszystko potraktowałam blenderem i nałożyłam na skórę głowy.
Od razu wyczułam że mąka wchłonęła całą wodę z włosów, to właśnie dzięki jej absorpcyjnym właściwościom może posłużyć nam jako szampon. 

Wszystko ślicznie, ładnie, pięknie.
Do czasu zmywania papki z włosów.

Spłukiwałam całość chłodną wodą, ale mąka jakimś cudem zbiła się w małe kuleczki i przyczepiła do włosów.  Spanikowana nałożyłam odżywkę, ale absolutnie nic to nie dało. Próby wypłukania spełzły na niczym. Postanowiłam wysuszyć włosy i wyczesać z nich resztki mąki. Gdy włosy były już suche mąka stwardniała na cement. Nic nie chciało ruszyć tego czegoś, co docelowo miało być cud miód. Zaczęłam wyczesywać.
Wyczesywać włosy.
WŁOSY.
Załamana stałam przed lustrem i wyczesywałam włosy z mąką. Wypadła mi ich ok. 1/5. Makabra.
Zasiadłam do komputera i zaczęłam szukać. Znalazłam blog niezastąpionej wybawicielki Lax nax i postanowiłam rozpuścić mąkę żółtkiem według jej metody ( Klik ). I to był mój ratunek. 

Do przygotowania szamponu użyłam 4 żółtek i odrobiny olejku sezamowego. Wszystko potraktowałam blenderem i powstały kogel nałożyłam na całe włosy. Masowałam dłuższą chwilę (polecam robić to pod prysznicem) i zostawiłam pod czepkiem (w tej roli niezastąpiona reklamówka z bezdomki) na około godzinę. Spłukałam i wszystko zeszło. Jajko i mąka i sebum (mąka nie domyła mojego skalpu). Cud się dokonał i nie zostałam łysa, choć mój przedziałek po tym nieudanym eksperymencie i tak zrobił się bardziej widoczny, a miejsce gdzie jest włosów najmniej nie prezentuje się dobrze. Więcej o metodzie żółtkowej już niedługo, obecnie testuję różne kombinacje. 

Post ten powstał ku przestrodze. U wielu osób mycie mąką sprawdza się fenomenalnie, nie wiem co poszło nie tak ale już nigdy nie sięgnę po mąkę, chyba że do ciasta.

Jeśli ktoś ma pomysł co mogłam spaprać ( bo zakładam że ta katastrofa jest tylko i wyłącznie z mojej winy, coś mogłam zrobić źle) proszę o komentarze, może rozwikłam zagadkę morderczej mąki.




niedziela, 12 lipca 2015

Biotin & Collagen Hair Treatment Oil część I

Odkąd zaczęłam wręcz maniakalnie omijać fryzjera staram się jak najlepiej dbać o końcówki swoich włosów. W końcu zadbane końcówki się nie rozdwajają więc nie trzeba ich obcinać. Dlatego zaczęłam szukać czegoś do zabezpieczania włosów na długości i końcówek. Zaczęłam od słynnego jedwabiu z Green Pharmacy, jednak po miesiącu używania końcówki były w gorszym stanie, zupełnie jakby jedwab je wysuszał. Odstawiłam go na rzecz czystego olejku kokosowego i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy, jednak czułam że moje włosy potrzebują czegoś więcej, zwłaszcza teraz gdy często chodzę w rozpuszczonych i praktycznie codziennie jestem w pracy. Niestety wiele produktów tego typu zawiera alkohol, więc nikogo nie zaskoczy teza że taki produkt może bardzo zaszkodzić. Buszując w internetowych sklepach znalazłam Biotin & Collagen Hair Treatment Oil. Zerknęłam na skład i skuszona ceną postanowiła go wypróbować.
Jak się spisał? Zapraszam do przeczytania opinii :) 

Opis producenta: 

Biotin & Collagen Hair Treatment Oil to wyspecjalizowany preparat o intensywnym działaniu wzmacniającym oraz dodającym grubości i gęstości włosom słabym, cienkim i pozbawionym objętości.
Formuła olejku zawiera kompleks witaminy B7, biotyny i kolagenu, nawilża, odżywia i odmładza włosy, wzmacnia je i chroni. Włosy stają się gęstsze, pełne blasku i nie elektryzują się.

Sposób użycia: W osuszone ręcznikiem włosy wetrzeć 2-3 krople olejku, modelować jak zwykle. Do długich włosów zaleca się użycie 4-5 kropli.

Cena:
Za 50 ml zapłaciłam 9,99 zł


Dostępność:
Do ceny trzeba doliczyć koszty przesyłki, produkt jest dostępny tylko w sklepach internetowych.

Skład:

Moja opinia: 

Kosmetyk jest przeźroczysty, lekko oleisty ale dobrze rozprowadza się na włosach. Zapach mnie nie zachwycił ale jest to kwestia gustu. Produkt jest zamknięty w małej buteleczce z ciemnego plastiku.


Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona, po przygodzie z wyżej wymienionym jedwabiem miałam pewne obawy. Na początku, gdy używałam tego olejku (tak nazywa go producent choć jego konsystencja jest taka sama jak jedwabiu) nakładałam go tylko na olej kokosowy. Włosy były nieobciążone i ... to tyle. Zupełnie jak przy samym kokosie, więc coraz rzadziej sięgałam po ten kosmetyk. Efektem była konieczność podcięcia końcówek. Poszłam więc do fryzjera i jak zwykle maszynką skróciłam włosy o centymetr ( i tak długo z tym zwlekałam, ostatnio były podcinane w kwietniu 2014 roku, bez podcinania obeszły się przez ponad rok ). 

Dlatego właśnie trudno jest mi wypowiedzieć się na temat tego produktu. Niby nic a zaraz po odstawieniu końcówki nagle zaczęły się rozdwajać, choć do tej pory nie miałam z tym najmniejszego problemu. Choć stan mojej skóry głowy jest dość zmienny to włosy na długości i same końcówki od kilkunastu miesięcy są (odpukać) w stanie idealnym. Praktycznie się nie niszczą jeśli dbam o poziom nawilżenia. 

Nie wiedziałam czy końcówki rozdwoiły się przez produkt czy dzięki niemu mogłam zaczekać z ich obcięciem po nieszczęsnym jedwabiu, dlatego postanowiłam wypróbować go na kilku innych typach włosa :)

- Na włosach rozjaśnianych mojej mamy, która używa tylko srebrnego szamponu i ( dzięki moim błaganiom ) odżywki Garnier Awokado i Karite. Głowę myje raz w tygodniu. Mimo tego jedyny problem na jaki narzeka to rozdwajające się końcówki. 

Używała olejku po każdym myciu, na lekko wilgotne włosy.

Po miesiącu stwierdziła że nie odda mi buteleczki...
Włosy sporo urosły, oczywiście olej stosowała tylko na końcówki, więc zahamował rozdwajanie się i wykruszanie końcówek. Mama stwierdziła że zapach jest dziwny ale jej nie przeszkadzał. Jest to cud ponieważ moja mama jest absolutną przeciwniczką poświęcania czasu na włosy. Jeśli już godzi się na jakikolwiek kosmetyk to musi naprawdę widzieć efekty żeby nie wyrzucić go po tygodniu.

- Na włosach koleżanki, typowych kręciołkach :)

Stosuje się do CG ale lubi czasem wypróbować coś nowego. Ostatnim hitem był olejek sulsena :)

Na jej naturalnych włosach olej sprawdzał się tylko nałożony na inny olej. Dzięki temu ograniczyła rozdwajanie się końcówek i była na tyle zadowolona że po zużyciu odlewki ode mnie zakupiła pełnowymiarowy produkt :) 

Nie stosowała olejku solo, powiedziała że spróbowała tego tylko raz i efekt był podobny ale włosy nie były już tak dociążone jak z olejkiem.

- Na włosach mojej babci, naturalnie ciemnych i grubych. Ma ich naprawdę sporo a olejku używała tylko dlatego że ją o to poprosiłam :) 

Ona zauważyła tylko to, że włosy zrobiły się dłuższe i jak to ujęła '' mniej sinowate''. Kosmetyk stosowała solo a jej pielęgnacja ogranicza się do szarego mydła i octu jabłkowego :) 

Tak więc skuszona opiniami moich zaufanych testerek postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Moje włosy są najbardziej zbliżone do włosów babci więc czasem nie będę nic nakładała pod olejek a czasem sięgnę po kokosa. O efektach wkrótce :) 


piątek, 10 lipca 2015

Moja pierwsza włosowa piramida.

Powiem szczerze że jestem z siebie dumna :)

Odkąd zostałam włosomaniaczką osiągnęłam naprawdę dużo. Dziś postanowiłam podsumować swoją pielęgnację we włosowej piramidzie.

Moje włosy są wybitnie niskoporowate, i choć wciąż walczę o gęstość jest dużo lepiej niż było kiedyś. Choć wciąż mam swego rodzaju łysinkę nad czołem... 
Ale post o łysieniu będzie kiedy indziej, dziś o pielęgnacji tego co zostało :)




Codziennie:

  • Suplementacja: tutaj sprawa jest prosta. Staram się zdrowo odżywiać i pić dużo wody ale nie zawsze mi to wychodzi. Na stan moich włosów wpływ mają też choroby które się mnie uczepiły już w liceum. Dlatego wspomagam się ( a nie polegam na ) różnymi specyfikami. Wpisy o suplementach nie będą się pojawiały na blogu często ponieważ żeby zauważyć jakieś efekty trzeba czekać nawet kilka miesięcy ale jak na razie mogę polecić tylko Pure Collagen firmy Noble Medica. Stosowałam go jakiś czas ale teraz zmieniłam na tabletki hairvity i Sufrin. Co jakiś czas ( zwłaszcza jesienią i wiosną ) sięgam dodatkowo po skrzyp i pokrzywę. Nie daję rady wypić ich obu na raz więc przez kilka tygodni w roku piję je na zmianę, jednego dnia skrzyp a drugiego pokrzywa.
  • Mycie: ponieważ rzadkie włosy wyglądają na jeszcze bardziej rzadkie gdy choć odrobinę się przetłuszczą myję je codziennie. Inna sprawa jest taka że jeśli jednego dnia włosów nie umyję drugiego wieczorem skalp zaczyna marudzić i włosy wypadają, co też na ich gęstość pozytywnie nie wpływa. Myję je metodą OMMOO ( jest w ogóle coś takiego czy to kolejny wymysł wrony? ). Czyli Olej-Maska-Mycie-Odżywka-Odżywka... O tym kiedy indziej. temat raczej zbyt rozległy jak na piramidowy post :)
  • Wcierka: czyli podstawa dla łysiejących. Tutaj naprawdę uznaję tylko wąskie grono produktów sklepowych oraz w większości wcierki robione własnoręcznie. Używam ich po myciu, przynajmniej raz dziennie w połączeniu z kilkuminutowym masażem skalpu.
  • Olej: codziennie przed myciem nakładam na długość i skalp olej. Na skórze głowy lądują zwykle indyjskie lub rosyjskie mieszanki takie jak Kesh King. Nakładam olej na suche lub wilgotne włosy i zawijam w bawełnianą koszulkę, jest to pierwsze moje pierwsze O. Już niedługo będzie post paczkowy, znudziły mi się te same produkty używane od dłuższego czasu :)
  • Zabezpieczanie końcówek: do tego służą mi czyste oleje, najczęściej kokosowy. Po ostatnich przygodach z jedwabiem do włosów skusiłam się na olejek do końcówek Biotin & Collagen ale o tym post jutro.

Co 3 dni:

  • Zioła: czyli wszystkie zioła w proszku z których robię maski, w tym też glinki choć ziołami nie są... Wrony mają krótką pamięć i ten szczegół mi umknął. Ostatnio używam tylko tych firmy Kesh, są najlepsze moim zdaniem. Używam ich naprzemiennie z maskami domowymi co 3 dni więc raz w tygodniu.
  • Płukanki: które chciałabym stosować codziennie ale jestem zbyt leniwa i nigdy nie mam czasu na ich przygotowanie (no, chyba że chodzi o octową ). Zazwyczaj sięgam po świeże zioła jak szałwia, rozmaryn lub wawrzyn.
  • Maski: zazwyczaj te domowe. Jeśli w poniedziałek używam ziół to 3 dni później nakładam maskę.

Co 2 tygodnie:

  • Mycie szamponem z SLS: czyli detoks:) po takim oczyszczaniu nie stosuję odżywki, a gdy włosy wyschną sprawdzam ich stan. Dopiero po takiej kontrolnej diagnozie nakładam na nie olej.
Okazjonalnie: 

  • Podcinanie: czyli mój największy wróg. Odkąd włosy ścięłam naprawdę na krótko unikam tego jak ognia. Jednak gdy widzę rozdwojone końcówki nie mogę dłużej odwlekać tej męki i zazwyczaj dzwonię do zaufanej fryzjerki. Ona jedna w całym mieście rozumie co znaczy pół centymetra. Tutaj muszę zaznaczyć że okazjonalnie oznacza raz na rok lub rzadziej...  Moje włosy zazwyczaj się nie rozdwajają, nie wiem jakim cudem ale cieszę się z tego niesamowicie. Ostatnio stwierdziłam że są już na tyle długie że mogę podcinać je sama, zakupiłam maszynkę z ceramicznymi ostrzami i gdy widzę że końcówki są w gorszym stanie podcinam pojedyncze włosy. Naprawdę rzadko się to zdarza ale uznałam że jest to istotne :)


Tak oto prezentuje się moja włosowa piramida.  Trochę się tego nazbierało ale efekty jakie osiągnęłam tylko zachęcają mnie do dalszej walki o zdrowe włosy.






sobota, 27 czerwca 2015

Odylique by Essential Care delikatny szampon ziołowy

Bohaterem dzisiejszej recenzji jest dość nietypowy szampon. Wystarczyło że zobaczyłam jego skład i od razu wylądował w koszyku. Zamówiłam go 20 kwietnia, testuję od 23 więc trochę ponad trzy miesiące. Myślę że wreszcie mogę się wypowiedzieć na jego temat :)




Opis producenta: 
Doskonały, delikatny szampon o maksymalnej ilości składników organicznych i unikalnej, naturalnej formule oczyszczającej. Nadaje się do wszystkich typów włosów, także farbowanych. Może być stosowany również u dzieci i niemowląt oraz przy skórze z problemami. Łagodzi i przynosi ulgę przy swędzącej i łuszczącej się skórze głowy. Działanie naturalnych ziół i olejów oraz brak silnych detergentów sprawiają, że po niedługim czasie regularnego stosowania szamponu nie będzie już potrzeby stosowania odrębnej odżywki. 
Polecany: do wszystkich typów włosów, do swędzącej, podrażnionej skóry głowy oraz przy łuszczycy skóry głowy. 
Kluczowe składniki:  
  • olej kokosowy - wybrany ze względu na właściwości nawilżające i poprawiające kondycję skóry głowy, bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe
  • aloes zwyczajny - łagodzący i regenerujący
  • pokrzywa - bogata w witaminy i minerały, poprawia kondycję włosów i dotlenia skórę głowy
  • skrzyp - z dużą zawartością krzemionki, pomaga stymulować rośnięcie włosów i zapewnia naturalny połysk
  • rumianek - łagodzący i przeciwzapalny
  • bardzo łagodny środek myjący (pozyskiwany z cukru zbożowego), jako alternatywna forma do szeroko stosowanych drażniących SLS'ów

Produkt odpowiedni dla wegan. 
  • w 100% naturalny zapach
  • bez parabenów,
  • bez glikolu,
  • bez sztucznych barwników
  • bez silikonu
  • bez Phenoxyethanolu
  • bez PEG i SLS
  • bez składników GMO
  • fizjologiczne pH
  • hypoalergiczny




Cena: 
Za 200 ml szamponu przyjdzie nam zapłacić 60-70 zł.
Widziałam też opakowanie o pojemności 500 ml, jego cena to około 123 zł.

Dostępność:
Do ceny trzeba doliczyć koszty przesyłki, szampon jest dostępny tylko w sklepach internetowych.

Skład:
woda, glukozyd kokosowy, olej kokosowy*, wyciąg z pokrzywy *, wyciąg ze skrzypu polnego*, lecytyna, wyciąg z rozmarynu*, sok z liści aloesu*, kwas lewulinowy & gliceryna (pochodzenia roślinnego), guma ksantanowa, wyciąg z brodaczki, kwas cytrynowy, wyciąg z rumianku*. 
*) uprawiane i produkowane organicznie (min. 70% w produkcie na 100% składników naturalnych).
 Zawiera 37% organicznego soku z Aloe Vera otrzymanego z koncentratu.
Produkt certyfikowany przez Soil Association.
Moja opinia: 

Szampon kupiłam z myślą o mojej wiecznie swędzącej skórze głowy. W kwietniu udało mi się zminimalizować wypadanie włosów i szukałam czegoś co pomoże mi utrzymać ten stan rzeczy. Szampon zwrócił moją uwagę krótkim i naprawdę przyzwoitym składem. Na trzecim miejscu mamy olej kokosowy który moje włosy kochają, wyciągi z ziół oraz sok z aloesu. Pachnie naprawdę delikatnie. Ma lekko kremową konsystencje i dość specyficznie się pieni. Trzeba wyprawy by dobrze go spienić, jednak bardzo dobrze zmywa oleje, w tym nierozcieńczoną rycynę. Jednocześnie szampon jest niezwykle delikatny. Utrzymuje nawilżenie i koi skórę głowy, zwalcza łupież. Dodatkowo wzbogacony olejkami eterycznymi wzmacnia włosy. Jest to jeden z niewielu szamponów które trzymam na skórze głowy dłużej niż kilka sekund, po prostu mi służy. Jednak jest niewydajny. Buteleczka o pojemności 200 ml wystarcza na 2-4 tygodnie. 

Szampon jest naprawdę dobry, wysoka cena odstrasza jednak na pewno kiedyś go jeszcze kupię. Myję włosy codziennie, jednak podczas stosowania tego szamponu mogłam robić to rzadziej. Miałam wrażenie że naprawdę radzi sobie z przetłuszczającym się skalpem.

Podsumowując jak najbardziej polecam :)


Bonus:

Krakowskie Koleżanki :)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Olejki eteryczne w walce o długie włosy.

Zaczęłam łysieć w wieku 16 lat.

Niestety nie było to spowodowane złą dietą czy nieodpowiednimi kosmetykami ale chorobą i związanym z nią leczeniem farmakologicznym. Z dość gęstych i długich do połowy pleców piór został...
Cóż, nie zostało prawie nic.
Gdy sytuacja osiągnęła stan krytyczny postanowiłam ściąć włosy. Moją inspiracją była Winona Ryder z filmu ''Przerwana lekcja muzyki ''. Włosy krótkie jak u kolegów z mojej klasy wcale nie poprawiły mi humoru ani samooceny. Jednak tak krótkie włosy skutecznie zasłoniły łyse placki.
Wtedy, w wieku 17 lat rozpoczęłam walkę o piękne włosy.

Jak wykorzystuję w niej olejki eteryczne i co mi one dały?


Muszę przyznać że długo miałam opory przed używaniem olejków eterycznych. Są to jednak silnie skoncentrowane substancje pozyskiwane z pachnących części roślin poprzez np. destylację parową.
Istnieją olejki o najróżniejszych właściwościach, jednak każdy olejek stosowany na skórę powinien być naturalny, ja swoje zakupiłam na stronie sklepu zrób sobie krem. Za swój ''zestaw startowy'' zapłaciłam niecałe 30 zł z przesyłką.

Jedynie olejek lawendowy zakupiłam w sklepie Helfy.pl

No dobrze, mamy już odpowiednie olejki więc pora zacząć ich używać. Poniżej opiszę jak Ja używam olejków pokazanych na zdjęciu powyżej. Należy jednak pamiętać że są to bardzo silnie skoncentrowane substancje, zawsze należy je ROZCIEŃCZYĆ np. innym olejem przed użyciem.

W pielęgnacji włosów:

- Dodaję do 10 kropli różnych olejków na 200 ml łagodnego szamponu. Przeważnie jest to mieszanka składająca się z : 3 kropli olejku rozmarynowego, 4 kropli lawendowego oraz 2 tymiankowego. Taka mieszanka wzmacnia włosy, stymuluje ich wzrost oraz koi skalp. U mnie jako baza służy szampon Odylique, którego recenzja pojawi się na blogu lada dzień.

- Wzbogacam nimi wcierki, te sklepowe jak i te domowe. Odpowiednio dobrany olejek eteryczny pomorze na wszystkie dolegliwości skóry głowy, wystarczy regularność i cierpliwość.

- Wzbogacam nim maski i odżywki które nakładam na skalp, te domowe jak i drogeryjne.

- Używam zemulgowanych mlekiem olejków w płukankach. Do ok. litra letniej wody dodaję kilka kropli wybranego olejku i wlewam trochę mleka. Taka mieszanka sprawia że olejek nie unosi się na powierzchni wody.

- Dodaję do łyżki stołowej bazowego oleju, najczęściej kokosowego, 2-3 krople olejku eterycznego. Tym sposobem pozbyłam się łupieżu i radzę sobie z podrażnieniami. Nakładam tylko na skalp. Długość włosów woli czyste oleje.

W pielęgnacji mojej problematycznej skóry:

- Do buteleczki z ciemnego szkła wlałam olej migdałowy i dodałam 20 kropli olejku lawendowego. Testuję pod kątem działania antycellulitowego. Na razie mogę tylko powiedzieć że taka mieszanka nawilża i zmiękcza skórę. Nakładana punktowo dobrze radzi sobie z gojeniem drobnych ranek.

- Słyszałam też że mogą pomagać przy trądziku. Dodawane do tzw. parówki pomagają oczyścić pory i zachować piękną cerę. Nie testowałam jeszcze tego sposobu ale na pewno niedługo spróbuję :)

Podsumowując, warto wypróbować olejki eteryczne, zwłaszcza jeśli borykamy się z łupieżem, wypadaniem włosów czy podrażnieniami skalpu. Wystarczą 2-3 zastosowania aby zobaczyć różnicę.

A Wy, lubicie olejki eteryczne?
Może znacie jakieś ciekawe sposoby na wykorzystanie ich w pielęgnacji włosów?

niedziela, 7 czerwca 2015

Początki są zawsze trudne...

Witaj.
Jest 23:53
Niedzielna noc, jak na razie deszczowa ale ciepła. Wręcz parna.
Rodzice śpią a mój chłopak gra w Wiedźmina III.

Co może o tej godzinie robić Wrona?

Kraczę sobie w internecie (no dobra, próbuję zacząć) na różne tematy, z założenia włosowo-kosmetyczno-growo-mangowo-ptasie. Czyli o wszystkim co mnie interesuje.

Zobaczymy co się z tego wykluje.