Konkretnie (od lewej):
-Alaffia, Czarne Afrykańskie mydło- zdecydowałam się na dwie butelki, eukaliptusową oraz lawendową. Na razie mogę powiedzieć tylko że obie wersje pięknie pachną, (Eukaliptusowe,Lawendowe)
-Alaffia, Ultra nawilżająca odżywka do codziennego stosowania kokos-limonka. Tutaj niestety pierwsza zła wiadomość, część odżywki się rozlała. Na szczęście pracownicy zapakowali ją w dodatkowy woreczek przez co nie pobrudziła wszystkiego dookoła :)
KLIK
-Organix South, delikatna odżywka. Tutaj nic konkretnego napisać nie mogę, kupiłam ze względy na fajny skład. KLIK
-Beautiful Curls (czyli z tego co się część firmy Alaffia), nawilżająca odżywka bez spłukiwania ułatwiająca rozczesywanie włosów.
-Alaffia, tutaj zaczynają się dwa szampony oraz trzy odżywki o naprawdę niesamowitych składach i równie wspaniałym działaniu. O nich więcej napiszę w osobnym poście, ponieważ naprawdę są tego warte. Warta uwagi jest również historia powstania firmy. Szykuje się obszerny post :)
Ostatnie dwa produkty są, moim zdaniem, najbardziej ciekawe. Oba wyprodukowała firma WiseWays,LLC. Jednym z nich jest olej przeznaczony do włosów kobiet czarnoskórych, a drugi to krem na skalp. Ponoć dzięki wcieraniu kremu w skalp można się spodziewać przyrostu rzędu 4 cm w miesiąc. Dziś zaczęłam testowanie, zobaczymy jak ten cud będzie się sprawował w realu.
Na zdjęciu nie widać lawendowej pomadki do ust, ponieważ już gdzieś ją zapodziałam. Jak można tak notorycznie gubić rzeczy?
Wszystko cacy, paczuszka zamówiona, zapłacona i wysłana. Pomijam sprawę kosztów przesyłki kurierskiej, bo paczka faktycznie ma kawał drogi do przebycia. Po 4 dniach jest już na terenie Polski, ah, na pewno dostanę ją w ciągu 2-3 dni. Co może pójść nie tak?
Urząd Celny może.
Po przybyciu paczki do Polski zadzwoniła do mnie przemiła Pani, która poinformował mnie iż muszę wyjaśnić fakturę. Co zamawiam i dlaczego, i czy na pewno nie mam zamiaru tego sprzedawać w Polsce. To jeszcze przeżyłam, Ale gdy usłyszałam ile w przybliżeniu muszę zapłacić cła złapałam się za głowę. Kosmetyki kosztowały mnie w przybliżeniu 280 zł, przesyłka około 70 zł. I do tego miałam zapłacić jeszcze 240 zł opłaty celnej...
Suma ta zmalała do 170, gdy przekazałam dowód naliczonych kosztów wysyłki, oraz do 82 gdy wydrukowałam kilka formularzy, które następnie podpisałam oraz zeskanowałam i wysłałam do UPS.
Trwało to całe 24 dni.
Po prostu dramat.
Dlatego, drogie Panie, uczcie się na moich błędach i unikajcie przesyłek które są warte więcej niż 22 euro. To od takiej kwoty urząd celny nalicza cło. Ja już się sparzyłam i swojego błędu nie popełnię ponownie. Rozumiem nakładanie cła itp. Ale gdyby nie ta przemiła kobieta musiałabym zamiast 82 zł dopłacić ponad dwieście.
Bądźcie mili dla wszystkich wron i koniecznie pomyślcie o karmnikach (to taka mądrość na dziś).


Tyle niespodzianek... ale pomimo długiej i bardzo krętej drogi, jaką musiała przebyć paczuszka, widać, że warto było czekać. ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa niestety jeszcze w tym sklepie nie miałam okazji robić zakupów, ale liczę na to że mi się w końcu uda. Dlatego jestem zdania po przeczytaniu https://www.sendit.pl/blog/najbezpieczniejsze-metody-wysylania-paczek-za-granice że wysyłanie paczek za granicę jest bardzo fajnym pomysłem.
OdpowiedzUsuńŚwietna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń